Idąc do szkoły, padał deszcz, czyli o trudnych imiesłowach (także u Szekspira)

Imiesłowy łatwe nie są. Rozróżnienie pomiędzy imiesłowami przymiotnikowymi a przysłówkowymi, czynnymi a biernymi, współczesnymi a uprzednimi, to  niełatwe zadanie nawet  dla lingwisty-hobbisty. Reguły dotyczące pisowni imiesłowów z „nie” w zasadzie nie sprawiają szczególnie dużych kłopotów ; cała trudność tkwi w umiejętności określenia typu danego imiesłowu, a następnie zastosowania odpowiedniej dla niego reguły.

*Idąc do szkoły, padał deszcz – to ulubione zdanie polonistów, które przywoływane jest często jako przykład  niepoprawnej  konstrukcji imiesłowowej. Podobne zdanie w języku angielskim : *Walking by the river, the weather was nice and warm –  wywołuje u anglistów uśmiech lub furię (w zależności od temperamentu danego anglisty).

Pokolenie w średnim wieku doskonale pamięta cykl genialnych audycji radiowych pt.:  Z pamiętnika młodej lekarki. Każdy odcinek zaczynał się tak samo – celowo niepoprawną konstrukcją imiesłowową: *Będąc młodą lekarką, wszedł raz do mojej przychodni mężczyzna o wyglądzie człowieka chorego.

Dalsze przykłady: *Reading in bed, my hands often get very cold [a co w przypadku osób czytających teksty pisane alfabetem Braille’a?],  czy  też  *Pinned to the door by a knife, the man saw a notice [sytuacja potencjalnie możliwa  w krwawym horrorze].

Na pierwszy rzut oka zdanie *Getting out of bed, a bee stung him to przykład zdania zawierające niepoprawne użycie imiesłowu.  Bezczelny , a jednocześnie  inteligentny uczeń, mógłby się jednakże wybronić, twierdząc, że zdanie to ma głęboki (i tragiczny) sens, oraz że stanowi część fabuły  znanej  kreskówki o pszczółce Mai [kontekst: pszczółka Maja leży w łóżku, on leży cicho na podłodze obok łóżka, Maja wstaje z łóżka, widzi jakieś nieznane ciało i przestraszona odruchowo go żądli.]  W omawianej sytuacji zdanie:  „Wstając z łóżka, pszczoła go użądliła” byłoby jak najbardziej na miejscu.  Ale jak często piszemy /mówimy o wstających z łóżka pszczołach?  Nieważne. Nasz bezczelny uczeń wmawiałby zdumionej nauczycielce, że tak właśnie było w filmie oraz  że wina jest (oczywiście) po  stronie nauczycielki, bo nie obejrzała właśnie tego odcinka.

Zdarza się, że podobne konstrukcje, w zupełnie niezamierzony sposób, pojawiają się w bardziej oficjalnych komunikatach, np.: *Szybując nad skocznią, złoty medal Małysza z każdą sekundą był coraz bliżej.

Nie są od nich wolne nawet poważne opinie prawne:  *If found guilty, the lawsuit could cost the defendant several million euros…

                New York Times, w 2008 r. opublikował, między innymi, takie oto zdanie: *If elected, Obama’s main opposition will not come from Republicans.

Na zakończenie coś ekstra. Okazuje się, że nawet William Szekspir popełnił podobny błąd logiczny. Co więcej, Szekspir  „potknął się o imiesłów” w swoim sztandarowym dramacie  (Hamlet, 1603 r.). W akcie I, scena V, mamy takie oto zdanie:

‘Tis given out that, sleeping in my orchard,

a serpent stung me.

 

(Hamlet; akt I, scena V)

 

Tłumaczenie nieliterackie, dosłowne: [Mówi się, że śpiąc w ogrodzie, wąż mnie ukąsił.]

 

Tłumacz Józef Paszkowski (1818-1861) już prawie dwa wieki temu poradził sobie doskonale z tą niezręcznością i tak oto przetłumaczył niefortunne zdanie wieszcza ze Stratfordu:

 

Puszczono rozgłos, że podczas snu mego,

                W ogrodzie wąż mnie ukąsił.

 

Również mistrz Barańczak (u. 1946 ) przetłumaczył  ten fragment doskonale, poprawiając przy tym dyskretnie potknięcie Szekspira:

Mówi się publicznie,

                Że mnie w ogrodzie ukąsiła żmija,

                Gdy spałem.

 

Jarosław Iwaszkiewicz (1984-1980) w swoim tłumaczeniu Hamleta,  tak oto oddał omawiane zdanie:

                Głoszono o mnie,

                że mnie wąż w ogrodzie ugryzł.

 

Podejrzewam, że w tym przypadku Iwaszkiewicz do końca nie był pewny, kto spał w przedmiotowym ogrodzie.  Co zrobił? Wybrał najmniej pochwalaną strategię: po prostu ominął tę część zdania. Hamlet  to nie umowa zabezpieczająca wierzytelności, więc nic wielkiego się nie stało (i na pewno nie stanie). Zresztą nie sądzę, że ktoś to nawet zauważył… Choć, jak mawiali starożytni Rosjanie –  „you never know”…

 

Gdyby Szekspir był bezczelny i pyskaty (i miał bogatą wiedzę z zakresu psychopatologii), mógłby wyjaśnić, że wąż cierpi na pewien rodzaj parasomni [parasomnia = zaburzenie snu, charakteryzujące się  występowaniem nieprawidłowych lub niepożądanych zachowań w czasie snu], polegającej na kąsaniu osób znajdujących się w jego najbliższym otoczeniu. Oczywiście, jak to bywa w parasomniach, w opisywanych  sytuacjach wąż głęboko śpi, a samo kąsanie odbywa się bezwiednie. Parasomnia węża byłaby swoistym odpowiednikiem występującego u ludzi bruksizmu (tj. zgrzytania zębami). Ergo,  przedmiotowe zdanie z aktu I, scena V, teoretycznie jest poprawne i ma pewien  sens.

Świat snów i duchów to częsty motyw w twórczości Szekspira. Napisał on nawet sztukę  pod pięknym tytułem Sen nocy letniej, która (podobno) jest w całości… właśnie letnim snem.

Możemy jednak założyć, ze sporą dozą pewności, że na psychopatologii snu raczej się nie znał (badania nad parasomniami to XX i XXI wiek).  Zatem omawiane zdanie to nie żaden opis  wyszukanej parasomni, tylko źle użyty imiesłów. I tyle.

Wniosek: dobry tłumacz  (dyskretnie) poprawi nawet (największe) błędy (samego) Szekspira[i].  Twoje również.


[i]  Podobne błędne konstrukcje imiesłowowe znaleźć można w dziełach wielu znanych pisarzy angielskich i amerykańskich (np. Jane Austen, Alexander Pope, Arthur Miller).

Reklamy